środa, 14 sierpnia 2013
Chapter 1
- Pośpiesz się!
- Wyluzuj. Prawie skończyłam. - Allie kucnęła w ciemnościach rozpraszanych przez światło latarki Cartera. Skończyła malowanie litery A.
Ich głosy niosły się echem po korytarzu. Carter parsknął śmiechem, kiedy oświetlił dzieło. Usłyszeli trzask i oboje podskoczyli. Latarki zalały korytarz oślepiającym blaskiem. W drzwiach stanęli dwaj policjanci.
Allie opuściła puszkę.
-Uciekaj! - wrzasnęła i ruszyła do biegu. Podłoga skrzypiała pod naciskiem jej stup. Nie spojrzała do tyłu by upewnić się, że Carter biegnie za nią. Czuła, że da sobie radę - ale Justin! - jeśli da się złapać to ojciec go zabije.
W pędzie minęła drzwi do damskiej toalety. Zastanawiała się czy nie powinna tam się schować. Stanęła na chwilę i zawróciła. Chwyciła za klamkę od drzwi - były zamknięte. Popędziła dalej. Dotarła do wielkich, podwójnych drzwi prowadzących na zewnątrz. Pociągnęła za zasuwę - zamknięte.
''Niech to szlag!'' - pomyślała.
Rozejrzała się po korytarzu. Od głównych drzwi odcięli ją mundurowi. A wyjście awaryjne okazało się zamknięte. Wstrzymała oddech i zaczęła nasłuchiwać. Zbliżali się.
''To nie może tak się skończyć. Rodzice mnie przecież zabiją.''
Piąte aresztowanie w ciagu roku? Zerwała się i pobiegła do najbliższych drzwi.
Nacisnęła klamkę.
Zamknięte.
Jeden, dwa, trzy kroki.
Zamknięte.
Teraz biegła w stronę policjantów. Wiedziała, że to szaleństwo. Pociągnęła za klamkę, drzwi były otwarte. Prowadziły do do schowka dla sprzątaczki. Pomyślała, że szkoła, w której zamyka się drzwi do pustych klas, a zostawia otwarty magazyn, musi być prowadzona przez idiotów.
Wcisnęła się pomiędzy regały wypełnione ręcznikami papierowymi, płynami do czyszczenia mebli i innymi rzeczami, a ścianę. Otoczył ją tak głęboki mrok, że nie mogła dostrzec dłoni, którą pomachała sobie przed oczami. Zza drzwi dobiegły odgłosy cichej rozmowy. Zdawały się oddalać.
''Wystarczy, że poczekam tu kilka minut i będzie dobrze.'' - pomyślała.
Robiło jej się coraz bardziej duszno i gorąco.
Zachowaj spokój.
Skupiła się na liczeniu kolejnych ciężkich oddechów.
Dwanaście, trzynaście...
Znów się zaczęło. Nie mogła złapać tchu. Jej serce waliło jak oszalałe.
Uspokój się Allie. Jeszcze tylko kilka minut. Chłopaki nigdy cię nie wsypią.
Próbowała się opanować, ale bez efektu. Dusiła się. Musiała się wydostać. Bo jej twarzy lał się pot. Sięgnęła po klamkę
Nie, nie, nie.. tylko nie to!
Klamki nie było. Tych drzwi nie dało się otworzyć od środka. Pchnęła je z całej siły, ale one nawet nie drgnęły. Coraz trudniej się oddychało.
Zaczęła walić w drzwi.
-Pomocy! Duszę się! Otwórzcie!
Nic.
-Pomocy! Proszę!
Nienawidziła się za ten błagalny ton w jej głosie. Przyłożyła policzek do drzwi i uderzyła w nie zaciśniętą pięścią.
-Proszę...
Drzwi się otworzyły, a ona wpadła prosto w ramiona umundurowanego policjanta. Świecił jej latarką w oczy. Podniósł wzrok na drugiego funkcjonariusza i uśmiechną się. Ten odwzajemnił uśmiech. Trzymał za ramię Cartera, który stał ze spuszczoną głową.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz